KOBIETY SĄ JAK KONTYNENTY. CZYŻBY?
Kiedyś, dawno temu, na przykościelnej tomboli wygrałam ornamentalną plakietkę do powieszenia na ścianie. Sama nie wiem dlaczego, ani po co, przechowuję ją do dnia dzisiejszego. Jest bowiem dla dojrzałych kobiet raczej obraźliwa. Zresztą z tego właśnie powodu na żadnej ścianie nigdy nie zawisła, chociaż kolorem do wystroju mego domu, nawet całkiem nieźle pasuje. Leży więc sobie pośród różnych bibelotów i najwyżej, od czasu do czasu, wymaga odkurzenia. Wtedy, po raz nie wiem już który, czytam znowu te ”odkrywcze definicje”, i zastanawiam się nie nad ich treścią, ale nad stanem umysłu autora. Czy ten, kto je tak artystycznie w emalii wypalił, był tylko męską, szowinistyczną świnią, czy też we własnym mniemaniu, oryginalnym dowcipnisiem?
Duże litery tytułu przykuwają wzrok. Plakietka obwieszcza światu, urbi et orbi, że ”Kobieta jest jak Ziemia” (”Woman is like the Earth”), chociaż tak naprawdę, to o kontynenty chodzi. I usiłuje, niby humorystycznie, określić pięć dekad życia kobiety. A więc:
1. Gdy ma lat 20, jest jak AFRYKA. Nie całkowicie odkryta. Podbita, bywa uległa, lecz najczęściej pozostaje dzika. (Z jakiej choinki ten człowiek się urwał? W którym wieku on to pisał? Gazet nie czyta? Telewizji nie ogląda?)
2. Gdy ma lat 30, jest jak AZJA (szczególnie Indie). Jest gorąca, zmysłowa, tajemnicza. (Czy to Kamasutra się kłania? Tak? No to niech się kłania dalej. Bowiem co Hinduski wiedzą czy potrafią, dzisiejsza 16-tolatka ma w małym palcu. Często dosłownie.)
3. Gdy ma lat 40, jest jak AMERYKA. Technicznie doskonała pod każdym względem. (A g…uzik prawda! Amerykanka jest bardzo przereklamowana. Doskonała może być tylko Europejka!)
4. Gdy ma lat 50, jest jak EUROPA po ostatniej wojnie. Kompletna ruina. (No nie! Facet, który to napisał, musiał być kompletnym kretynem! Lub pechowym podrywaczem. Dzisiejsza 50-ciolatka to kobieta elegancka, zadbana, rzutka i niezależna. Jak różana hybryda – kwitnie po raz wtóry!
5. Gdy ma lat 60 jest jak ARKTYKA. Każdy wie gdzie jest, ale nikt jej nie odwiedza. (Naprawdę? Niejeden z moich przyjaciół oplułby się ze szczęścia, gdyby mógł spędzić upojną noc z Cher. Albo Dolly Parton. A może Loni Andersen. A przecież żadna z nich nie jest Eskimoską.)
6/7 Hmm. Ciekawe. O szóstym i siódmym kontynencie, nasz żartowniś jakoś zapomniał. Że nie potrafił przyrównać nikogo do ANTARKTYKI, to od biedy mogę zrozumieć. Chociaż? Czy ja wiem? Sophia Loren dawno zaliczyła 7 dych, a każdy chłop wciąż do niej wzdycha. Ale jak można zapomnieć o AUSTRALII?! O tych świetnych, opalonych dziewczynach (same Jagienki!). Młoda, zdrowa rasa…. I co? Już zapomniana?
Zamyśliłam się. Ale nie na długo. Choć znam treść plakietki na pamięć, tym razem dziwnie mnie zafrapowała. I wtedy, ot tak, dla hecy, sama sobie zadałam takie pytanie: ok, Ninusiu, a co by było gdyby jakiejś dobrej wróżce nagle szajba odbiła i, w nagrodę za twoje wszystkie dobre uczynki w życiu – pozwoliłaby ci się odmłodzić? I, gdyby tak jeszcze w przypływie owej szczodrej dobroci, dała ci wolną rękę i zezwoliła obrać sobie NA ZAWSZE wiek, w którym chciałabyś dokonać żywota. Którą z tych dekad wybrałabyś dla siebie?
Ba, oby wszystkie zadawane mi pytania, były takie łatwe! Albowiem bez sekundy wahania, bez chwili zastanowienia, wybrałabym… 40-tkę. ”Dlaczego?” - na pewno niepomiernie zdziwiłaby się moja dobra wróżka. ”Ano, bo ja się wycwaniłam, proszę nieziemskiej istoty” – odpowiedziałabym beztrosko. ”Tutaj, na ziemi, w prawdziwym życiu, jest zgoła inaczej, aniżeli w świecie bajki. Tutaj trzeba tyrać. Rozpychać się łokciami. Kombinować, manipulować i ciężko się namęczyć, zanim kobieta wyrobi sobie własny styl i swój modus vivendi. Na to potrzeba dużo czasu. Dla mnie 40-tka byłaby w sam raz. Idealna! Byłabym nie za stara ażeby korzystać z życia i nie za młoda, ażeby znowu uczyć się na własnych błędach.”
Zdziwiona moim, niepojętym dla niej, wyborem (bo się pewnie spodziewała, że poproszę o lat 20), wróżka wzrusza ramionami, wzdycha z rezygnacją, dotyka mnie czarodziejską różdżką i bezbarwnym, zrezygnowanym głosem mówi: puff! A ja patrzę w lustro i nie posiadam się z radości. Jestem wyższa. Jestem chudsza o 15kg. Większość zmarszczek zniknęła (kto by tam liczył kilka ”kurzych łapek” w kącikach oczu.) Bez kolagenu mam znowu pełne, soczyste wargi. Oczy się śmieją. Ani jednego siwego włosa. I znowu liczę sobie tylko 4 dychy. Hurra!
A do tego, cóż my widziem (jakby powiedział Wiech), proszę pani wróżki? Ano, my widziem, że jako nowoupieczona smarkata-czterdziestolata, z miejsca odzyskuję mnóstwo dawnych atrybutów. Galopem wracają minione priorytety; dawne przeświadczenia. Wracają opinie i nauczki, które jako bezużyteczne, odesłałam do lamusa (czyżby doświadczenie już wypłacało odsetki?) Więc znowu:
1. Wiem na czym polega różnica pomiędzy prawdziwym mężczyzną a silnym facetem
2. Potrafię traktować chłopa jak dziecko, nie okazując mu tego
3. Chociaż z trudem, potrafię już ukryć, że wiem coś lepiej od niego
4. Jestem rozgarnięta, samodzielna. Jestem równorzędnym partnerem
5. Ponownie za mąż wyjdę tylko z miłości. Nigdy tylko dla seksu
6. Lub pozostanę samotna, zamiast łapać byle jaką parę spodni
7. Potrafię ugotować niezłą kolację, mając do dyspozycji tylko paczkę makaronu i parę płatków wędliny, lub sera.
8. Wiem, że kobieta w kusej szmatce jest bardziej ponętna od nagiej
9. Nie muszę prowadzić jałowych dyskusji przy śniadaniu. Czy kolacji
10. Mogę czytać, co mnie się podoba i nie tłumaczyć się z tego
11. Przy pocałunku nie muszę rozdziawiać gęby niczym śnięta ryba
12. Kochać się będę tylko wtedy, kiedy ja też będę miała na to ochotę
13. Mogę mówić głośno, że nie znoszę mężczyzn z kolczykiem w uchu
14. Nie jestem zazdrosna o inne kobiety. Nawet młode dziewczyny. Ja jestem lepsza! Zdystansuję je rutyną. Mimo, że młodość jest zawsze piękna (nawet, gdy dziewczyna brzydka)
15. Wiem jak się zachować w każdej sytuacji. W miejscach publicznych, a choćby w restauracji - nikt mnie niczego uczyć nie może
16. Nie muszę już ukrywać, że kocham jazz; muzyka klasyczna mi lata
17. Jak kania dżdżu łaknę własnej przestrzeni życiowej. Ale wiem, że inni też jej potrzebują; teraz umiem to już uszanować
18. Erotyzm na ekranie mnie nie podnieca. Co mnie to obchodzi, gdy ktoś inny uprawia ”ryziu-miziu”? Pornosy nie są mi potrzebne; wolę tworzyć własne
19. Nie boję się kochać przy zapalonym świetle. On wie, co bierze
20. Przed lustrem nie wciągam brzucha. Po co się oszukiwać?
21. Mam zrozumienie i cierpliwość dla ludzi starych (wszak znam to z wizji lokalnej. Nie każdemu wróżka pozwala mieć znowu tylko 40 lat!)
22. Rozumiem, że mężczyźni pasjonują się sportem (najczęściej nie opuszczając fotela). Ja sama z ukontentowaniem uprawiałam niektóre. Do dzisiaj kocham szybkie, sportowe wozy. Ze mną za kierownicą, oczywiście
23. Nie robię draki, kiedy chłop idzie z kolegami do knajpy. I tak do mnie wróci. Z kacem, bez kaca – nieważne. Jak długo, zalany, nie wsiada za kółko, nie ma sprawy. Jeśli zajdzie potrzeba – pojadę po niego
24. Cała rodzina musi chodzić regularnie do lekarza, dentysty i optyka na badania kontrolne
25. Owoce i jarzyny muszą być codzienną częścią składową naszych posiłków
26. Nie znoszę przemocy. Ani w życiu ani na ekranie. Nie trawię filmów wojennych. Wojna nie jest rozrywką. Uważam, że brutalne gry komputerowe korumpują umysły młodzieży; powodują znieczulicę
27. Uwielbiam się śmiać! Kocham komedie. Wyrafinowane i te głupie też
28. Wiem, jakiego makijażu nie używać. Wiem, w których kolorach jest mi do twarzy. Dawno przestałam bezkrytycznie małpować inne. W końcu gdzie jest napisane, ze one mają dobry gust? Ostatnia moda i szyk – są to sprawy względne. Najważniejsze jest – mieć swój własny styl
29. Wiem, że kropla perfumy potrafi zdziałać cuda
30. Kocham dobrą, smaczną pizzę, choć jeść jej nie powinnam
31. Uwielbiam relaks. Grę w sportowego brydża i rozwiązywanie krzyżówek
32. Nie jestem mściwa. To nic nie daje, oprócz wrzodów na żołądku
33. Prawdziwe życie zaczyna się dopiero po 40-tce!!!
Gdybym się bardziej wysiliła, pewnie znalazłabym dużo więcej argumentów, dlaczego ja chciałabym mieć permanentnie akurat 40 lat. Nie wiem czy znajdę wiele ”koleżanek po wieku”, które by się ze mną zgodziły. Pewnie nie. Ale to ich sprawa. Może to zależy od charakteru? Przejść osobistych? Może są bardziej ode mnie zalotne? Wolą śpiewać wraz z Połomskim: ”i mieć wciąż 20 lat”? Popełniać te same, często bolesne błędy?! Może nie mają mojego poczucia humoru? Lub, nie znają poczucia własnej wartości, aczkolwiek każda z nas jakąś przecież ma. Może są wiecznie zahukane i nie ma mają własnego zdania? Te są rzeczywiście biedne. One potrafią swoich mężczyzn tylko kochać. Nie wiedzą nawet, że jest to nasz wybór, nasz przywilej, że w naszej gestii leży, czy będziemy się śmiać z nich czy z nimi.
Agrypa napisał: kobieta jest kresem i królową wszelkiego stworzenia; jest jego doskonałością, ozdobą i sławą. Zaiste są to święte słowa. Czyżby dlatego, że się na niej poznał i tak bezbłędnie określił: płeć piękna – przeszedł do historii?
Ja do historii nie przejdę. Mogę zatem pisać prosto i przyziemnie: kontynenty z kobietami nie mają nic wspólnego. Są do zamieszkiwania lub odwiedzania, a nie durnego porównywania.
Plakietka wraca na wysoką półkę. Na płask!