CAŁA PRAWDA O MIKRUSIE.

 

     Pani Barbara J. z Etobicoke napisała do mnie sympatyczny list zawierający taką prośbę: "Pani już nie raz  wspominała, że Pani często korzysta z kuchenki mikrofalowej. Czy Pani mogłaby napisać o niej coś więcej? Na temat jej używania,  wygody i bezpieczeństwa? To nie jest dla mnie, bo ja swoje wiem. Chodzi o moją mamę. Ja mamy żadną miarą nie potafię przekonać, że to jest bezpieczne urządzenie. Moja mama przyjechała z Polski z góry do niego uprzedzona. Mama uparcie twierdzi, że ta kuchenka powoduje raka i, że w Polsce wszyscy o tym wiedzą. Więc oczywiście nadal gotuje po swojemu. Wszystko na patelni, na kilogramach smalcu lub masła (mama oliwy nie uznaje). Wszystko z zasmażką, lub panierowane. Mama cudownie gotuje, smaczne jest to do szaleństwa ale jest to także kaloryczne samobójstwo. Tuczące i niezdrowe. Ja nie mam czasu ani pieniędzy na latanie po siłowniach a przy mamy gotowaniu o diecie nawet marzyć nie mogę. Czy mogę Panią prosić o zajęcie stanowiska? Mama lubi czytać Pani felietony i jeśli ktokolwiek potrafi Ją przekonać to chyba tylko Pani. Będę Pani bardzo wdzięczna i z góry dziękuję......."

     Już się robi. Szczególnie, że robię to z absolutnym przekonaniem. Osobiście, nie wyobrażam sobie dzisiaj życia bez “mikrusa” (jest to mój prywatny skrót na kuchenkę mikrofalową) ani zdrowotnie ani czasowo. Mój pierwszy mikrus nastał w mojej kuchni w Londynie. ponad ćwierć wieku temu. Moja rodzina i przyjaciele patrzyli wtedy na mnie podejrzliwie, jak na raroga, i pytali z przekąsem, czy ja aby nie zwariowałam ażeby kupować takie niesprawdzone szpeje. Taki a tfu!amerykański bajer. Aliści jeśli z początku uważali, że szpanuję, to rychło im to przeszło. Ja zaś z rozbawieniem obserwowałam jak po tem w kuchniach przyjaciół cichcem, bez fanfar i bez słowa, po prostu pojawiał się mikrus. I jest tam do dzisiaj.

     Mój obecny model, to mikrus konwekcyjny tz. taki, który myśli o sobie, że jest duchówką, piekarnikiem czy bratrurą (w zależności od tego z jakiej części Polski pochodzi mój Czytelnik). Konwekto-mikrus, w rekordowym czasie gotuje, piecze ciasto, czy też piecze mięso na brązowo. Zupełnie jak normalny piekarnik. Piecze na soczysto, nie traci masy, nie może się przypalić, nie potrzebuje tłuszczu a koszt ugotowania posiłku (na dwóch poziomach) jest minimalny w porównaniu z normalną, standartową kuchnią. A historia mikrusa jest ciekawa i wcale nie jest nowa.

     Wszystkie największe wynalazki najczęściej powstają przez przypadek. Mikrus nie był wyjątkiem. “Urodził” się przypadkiem już w 1945r. (sic!), Tak jest, pięćdziesiąt pięc lat temu! W amerykańskiej firmie Raytheon Co.pracującej nad usprawnieniem radaru. Jeden z techników, nazwiskiem Percy L.Spencer (żył 96 lat) miał w kieszeni tabliczkę czekolady. Wszedłwszy po coś do laboratorium, niechcący, otarł się o rurę magnetronową. Kiedy stamtąd wyszedł i chcial zjeść kawałek czekolady, musiał obejść się ze smakiem. Albowiem w kieszeni znalazł już tylko słodką, brązową, kompletnie rozpuszczoną masę. Nie wiedział ani jak ani kiedy to się stało. Nie poczuł żadnego ciepła, żadnego przepływu energii. Zaryzykował więc następną parę spodni i jeszcze jedną tabliczkę czekolady i...bingo! Reszta, jak to mówią, jest już historią. Także narodzinami mikrusa.

     Spencer wynalazek opracował i opatentował ale, jak to często z wynalazcami bywa, grosza z tego nie zobaczył. Kuchenkę mikrofalową pod nazwą “RadarRange” zaczęła masowo produkować jego firma. W tamtych czasach, dziadzo obecnego mikrusa kosztował $2000 - $3000 (droższy od auta) i używany był tylko przemysłowo. Głównie do podgrzewania posiłków w pociągach, na statkach i w dużych restauracjach. Kiedy w 1967r. firma Amana wykupiła udziały Raytheon’a i na podstawie tej samej technologii rozpoczęła produkcję mikrusów do domowego użytku (w cenie około $500), na fabrykantów kuchni standartowych padł blady strach. Jako, że oni pierwsi w mig docenili możliwości i przewagę mikrusa nad konwencjonalnym sposobem gotowania. Szkoda tylko, że nie od razu zrozumieli, że oba te sprzęty mogą egzystować obok siebie w idealnej symbiozie (jak to ma dzisiaj miejsce w naszych kuchniach) i, że mogą się wspaniale uzupełniać.

     Ja pamiętam jeszcze która to firmaw obawie przed utratą rynków zbytu, świadomie (i cynicznie) puściła w obieg tą gigantycznie bzdurną plotkę o raku. Co z tego, że zaraz musiała publicznie “Amana RadarRange” przeprosić i przyznać, że “ich badania nie były kompletne” - czyli poprostu wyssane z palca. Proces kosztował ją miliony! Ale plotka, jak widać, gdzieniegdzie pokutuje do dzisiaj. Po co? Czyżby psy ogrodnika?

     Jeśli te historyczne fakty mamy nie przekonają, to może przekona Ją statystyka. Otóż Ameryka ma świra na punkcie zdrowia i bezpieczeństwa obywateli. (Ludzie umierają, bo zbawiennych leków nie dopuszcza się do sprzedaży, jako “jeszcze nie dostatecznie sprawdzone”). Aliści ta sama Ameryka aprobuje mikrusy jako podstawową część wyposażenia kuchni i zezwala na permanentne wbudowywanie ich w ściany nowo postawionych domów. Według “Consumer Reports” w chwili obecnej. na tym kontynencie 95% społeczeństwa korzysta z mikrusów. Pozostałe 5% albo nie ma permanentnego dachu nad głową lub nie jest podłączone w sieć elektryczną. Jeśli mama boi się mikrusa, to musi się także bać telewizora, komputera etc. No i nie może, oczywiście, jadać w restauracjach, bo gros dań tuż przed wydaniem, standardowo podgrzewane jest w mikrusie.

     A tymczasem już trzecia generacja (w tym moje wnuki) wyrasta na posiłkach rodem z mikrusa i jak dotąd nikt nigdzie nie odnotował ani jednego przypadku zachorowania na tle mikrusowym. Jest to chyba swoisty rekord światowy! Godzien Księgi Guinnessa. Nawet Mennonici ich używają! Konia z rzędem temu kto udowodni, że nie mam racji. Kto podważy powyższe dane? Kto poda mikrusa jako udowodnioną przyczynę choroby? Jakiejkolwiek.

     O przewadze mikrusa pisałam niejednokrotnie. Sam fakt, że mogę odgrzewać sobie posiłek w dwie minuty i to bez dodawania tłuszczu, jest wart każdego grosza wydanego na jego zakup. Koszt eksploatacji też jest nieporównalny. Kilkaset watów vis-a-vis 1500 i kilka lub kilkanaście minut gotowania zamiast 2-3ch godzin, mówią same za siebie. W skali rocznej są to oszczędności rzędu kilkuset dolarów. Szczególnie jest to zauważalne w domach gdzie domownicy schodzą się o różnych porach a każdy głodomór z miejsca zasuwa do mikrusa. Natomiast prawdą jest, że ta rodzinna samoobsługa zabiła wspólny posiłek przy wspólnym stole. Ale to jest Ameryka. Ich sposób życia i cena, jaką my płacimy za asymilację w tym komfortowym prymitywie.

     Pani mama przywiozła tę plotkę z Kraju, gdzie jeszcze dziesięć lat temu tylko prominenci albo ludzie bardzo zamożni mogli sobie pozwolić na to, co wtedy było luksusem. Myślę, że była w tym spora doza zawiści i pewnie jeszcze większa ignorancji, opartej na plotce. Plotce puszczonej w obieg przez nieuczciwą konkurencję, która bezbłędnie założyła, że tylko strach na tle zdrowotnym pozwoli jej osiągnąc swój niecny cel.

     Jestem przekonana, że teraz, odkąd w co drugim krajowym domu pojawił się także mikrus (obok kolorowego telewizora i VCR) - plotka wreszcie umrze śmiercią naturalną i dawno zasłużoną. A więc - mikrosmacznego!!


Powrót do strony głównej