PAJACYK - (Nie zabawka. Niestety)
Smutne czasy. Smutne wieści. Skandale. Korupcja. Jedni się bogacą, drudzy nie mają co do ust włożyć. Prawie codziennie wysłuchujemy w audycjach radiowych i czytamy w polonijnej prasie, rozpaczliwe apele o pomoc dla biednych w Polsce. Okazuje się, że nawet po wejściu do Unii, wbrew aż nader entuzjastycznym doniesieniom krajowej prasy, w Polsce wcale nie jest tak różowo. W niektórych rejonach bezrobocie, a co za tym idzie, bieda i beznadzieja, dotknęły setki tysięcy ludzi. Zalewanie robaka jest nagminne. Otumania na chwilę, ale pokarmu na stół nie dostarcza. A najbardziej z tego powodu cierpią biedne, głodne dzieci.
Polonia, rozsiana po całym świecie, szczyci się wielką ilością ofiarnych społeczników. Ludźmi dobrej woli i wielkiego serca. Dwoją się i troją ażeby zdobyć jakiekolwiek fundusze, aby móc nieść pomoc, gdy zachodzi potrzeba. To znaczy – bezustannie.
My nie pozostajemy w tyle. Polonia kanadyjska wysyła sprzęt szpitalny, lekarstwa, wózki inwalidzkie dla indywidualnych pacjentów, finansuje życie ratujące operacje. Ja sama zebrałam ponad 6 tysięcy dolarów na protezę dla Marty, młodej, ociemniałej dziewczyny z Kudowy Zdroju, która z powodu cukrzycy straciła także nogę do kolana. Zbieramy na sierocińce w Polsce, zbieramy na pomoc polskim dzieciom na Ukrainie i Litwie. Zbieramy, zbieramy i zbieramy. Robimy, co możemy, lecz niestety, jest to worek bez dna. Bieda ludzka nie zna granic.
A jednak od czasu do czasu udaje się osiągnąć jakiś spektakularny sukces. Jednym z tych wielkim osiągnięć było przybliżenie szerokiej rzeszy internatów na obczyźnie, obiadowej akcji dla biednych dzieci w Polsce. Kołatałam wtedy do wszystkich znanych mi drzwi, prosząc o przyłączenie się do tej chlubnej akcji i miło mi, że aż tak wiele z nich się otworzyło. Albowiem to ja właśnie swego czasu zaalarmowałam wszystkie tutejsze media, że istnieje jeszcze jeden sposób niesienia pomocy. Zupełnie odmienny od dotychczasowych. Setki, jeśli nie tysiące, dobrych ludzi ruszyło w sukurs; rezultaty są widoczne. A sposób jest prosty w zasadzie. Niezawodny i niezwykle efektywny.
Akcja doraźnej pomocy, o której piszę, nazywa się ”Pajacyk”. Jest to akcja dokarmiająca tysiące polskich dzieci. A różni się właśnie tym, że darczyńcę nie kosztuje ani centa, feniga, pensa, centyma czy grosza. Wymaga tylko trochę serca, empatii i kosztuje najwyżej dwie minuty naszego czasu dziennie. Trzeba też mieć dostęp do komputera (ci, którzy nie mają, tak czy owak nie czytają teraz tych słów.)
W Polsce ta smutna rzeczywistość jest tajemnicą poliszynela. To też w Polsce każdy, kto o akcji ”Pajacyk” wie, stara się dopomóc. Niestety, zagranicą jest to wciąż tabula rasa. A chodzi przecież o dzieci! O biedne, głodne dzieci. Naiwnie myślałam, że ostatnie głodne, polskie dziecko opuściło Sybir czy Oświęcim 60 lat temu! To też w głowie się wręcz nie mieści, że w XXI-szym wieku, w kraju, który z fanfarami rok temu wypłynął na szerokie, polityczne wody - wstydliwie ukrywa się fakt, że tysiące dzieci cierpi głód i chłód. W dosłownym tego słowa znaczeniu. Bowiem co 5-ta rodzina żyje poniżej minimum egzystencji. (W/g Polskiej Agencji Prasowej na poziomie poniżej minimum socjalnego, żyje połowa społeczeństwa.) Nawet, po ponad pół wieku nieobecności, znowu podniosła swą brzydką główkę krzywica (rachitis). Szczególnie na południu Polski. Zgroza!
Dlatego dzisiaj zwracam się do wszystkich ludzi dobrej woli z gorącym apelem, ażeby dopomogli tym, którzy są w Polsce najbardziej "potrzebowscy". Dzieciakom! Wszak nie ze swojej winy są ofiarami systemu, ofiarami znieczulicy, ofiarami rozbitych rodzin, ofiarami nieszczęsnych zbiegów okoliczności. A, że są za małe, aby same sobie mogły pomóc, dlatego my MUSIMY podać im pomocną dłoń.
Kilka lat temu, jedno z krajowych pism, opublikowało wstrząsający artykuł o biednych dzieciach, dla których jedynym posiłkiem dziennie, jest obiad w szkole. O dzieciach, które w poniedziałek proszą o więcej na talerzu, a w piątek potrafią połknąć trzy drugie dania naraz. Na zapas. Bo w soboty i niedziele szkoły są nieczynne. O dzieciach, które w zimie nie wiedzą co to skarpetki, a o płaszczyku już nawet nie marzą. Był to wnikliwy i straszliwy opis dantejskich scen, których wątpliwymi bohaterami są małe, polskie dzieci. Płakać się chce.
Niestety, jak wynika z licznych rozmów (czy korespondencji) z moimi Czytelnikami, ten dramatyczny opis ludzkiego nieszczęścia, tej dziecięcej tragedii w kraju, nie został jakoś zauważony przez polonijną społeczność. W nadmiarze sensacyjnych doniesień z Polski, pod lawiną kantów, skandali, politycznych rozróbek - gehenna tych dzieci, przeszła im mimo uszu. Bez echa. No cóż? Naszych dzieci to nie dotyczy. Te mają wszystko! Często nawet w nadmiarze.
A przecież my możemy pomóc! Z łatwością i za darmo. Wszyscy moi Czytelnicy posiadają komputery, a jeśli sami nie mają - to mają ich dzieci albo wnuki. Mając dostęp do Internetu, każdy, poświęcając tylko dwie minuty dziennie, jest w stanie doraźnie dopomóc!
Albowiem w 1998 r. powstała w kraju Polska Akcja Humanitarna, która w ramach akcji pt. "Pajacyk", dożywia tysiące dzieci. Fundusze na ten zbożny cel zawdzięcza koncernom handlowym (zagranicznym i polskim), funkcjonującym na terenie kraju. Dzięki dotacjom tych sponsorów (jest ich około 120, ale przydałoby się dużo, dużo więcej), może egzystować i dokonuje cudów. "Big biznes" potrafi być wspaniałomyślny, mieć ludzkie oblicze. Także publikatorzy, oferując za darmo kampanie reklamowe – okazują się filantropami! Wielka sprawa!
Dzielnie pomagają też tacy szaracy, jak my. "Pajacyka" mogą wspierać (i powinni) użytkownicy Internetu na całym świecie. Poprzez jedną wizytę dziennie na ”Polskiej Stronie Głodu”: http://www.pajacyk.pl
Każde kliknięcie (a można kliknąć tylko jeden raz dziennie), w pusty brzuszek smutnego, drewnianego pajacyka, reprezentuje 5 groszy ofiarowanych przez wyżej wspomniane koncerny przemysłowe i rozmaite krajowe instytucje. Kliknięty w brzuszek pajacyk cieszy się. Uśmiecha się, podskakuje i dziękuje. Jeszcze raz przypominam: te kliknięcia nic nie kosztują. Płacą za nie sponsorzy Polskiej Strony Głodu. Ludzie, wbrew pozorom, z większym sercem niż tego wymaga ich interes. A Polska Akcja Humanitarna robi wspaniałą robotę! Podziękujmy jej i pomóżmy przez efektywne wsparcie - czyli to jedno kliknięcie dziennie.
PAH nie przyjmuje żywności, gdyż nie ma na to odpowiedniego zaplecza. Potrzebne są za tem wyłącznie pieniądze. Przykładowo, kwota 500 zł - finansuje obiad dla jednego dziecka przez cały rok szkolny.
Apeluję dzisiaj do WSZYSTKICH, których los rzucił w różne strony świata, aby dołączyli do naszych szeregów! Apeluję do każdego. Nie tylko Polaków, chociaż nam ta sprawa musi najbardziej na sercu leżeć. Moi sąsiedzi (nie Polacy), moi współpracownicy, moi przyjaciele, moi znajomi w wielu innych krajach – na moją prośbę, od kilku lat karmią ”Pajacyka”. Zapewniają mnie, że stronę utrwalili w "favourites" (zakładkach), chwalą się, że odwiedzają ją codziennie. Sercem pojmują, że dwie minuty dziennie to żaden wysiłek; maciupka cena, za talerz gorącego (i jedynego w tym dniu) posiłku dla głodnego dzieciaka.
Myślę, że jest to także odpowiedni moment, ażeby wytłumaczyć naszym dzieciom i wnukom, że, podczas kiedy one tutaj opływają w dostatki, - tam, w kraju, ich kuzyni chodzą głodni. Trzeba spowodować, ażeby, zanim zajmą się grami komputerowymi, nauczyły się z własnej inicjatywy, pomagać swoim głodnym, małym rodakom. Doprowadzić do tego, ażeby samorzutnie klikały raz dziennie w głodny brzuszek pajacyka i koniecznie rozumiały, po co to robią. Ten drobny odruch człowieczeństwa trzeba wpoić naszym milusińskim już dzisiaj. Teraz. Czym skorupka za młodu nasiąknie…
Akcja "Pajacyk" prowadzona jest sumiennie i otwarcie. Każdy ma wgląd w jej poczynania i rozliczenia. Każdy może zaznajomić się z jej działalnością i dotychczasowymi osiągnięciami, wchodząc na stronę podaną powyżej.
Bądźmy ludźmi! Nam się udało. Teraz pomóżmy tym, których los nie potraktował ulgowo.
Rutynowo odwiedzajmy pajacyka. Niechaj jedna pięciogroszówka za drugą pomyka!