JEDNO BRZYDKIE SŁOWO NA "P"
Jakie to słowo? Polityka – oczywiście! Tuszę sobie, że Państwo też tylko politykę mieli na myśli. Polityka w tej chwili jest w Kanadzie dyżurnym tematem. Szeroką rzeką wylewa się z radia, telewizora, dominuje prasę. Nieustające sondaże, dyskusje, opinie, przewidywania, obietnice lub przestrogi, przyprawiają o ból głowy. Czy pośród naszej społeczności także?
Otóż, co do tego mam poważne wątpliwości. Z rozmów z rodakami wynika, że chociaż każdy jest niezadowolony z obecnego rządu, wie o jego licznych szwindlach i skandalach, jest wściekły za bierność w sprawie cen paliwa – nie każdy zamierza głosować. A jak inaczej można przeprowadzić zmiany?! Apatia króluje! Oblicza się, że około 40% Kanadyjczyków w ogóle nie głosuje. Wykorzystują to rozmaite grupy, ażeby pod płaszczykiem idiotycznego hasła ”politycznej poprawności”, forować swoich ludzi. Z Polakami, niestety, nikt już się nie liczy.
Dlatego bardzo się ucieszyłam, że znalazł się czytelnik, który rozumuje inaczej. Który chciałby zainwestować w swoją i swej rodziny przyszłość, przez ”obstawienie właściwego, kanadyjskiego konia”. A, że cierpi na pewne braki w politycznej dziedzinie, zadaje mi szereg pytań. Na zasadzie: kto pyta – nie błądzi.
Niestety, oprócz własnych przekonań, na temat polityki nie mam za wiele do powiedzenia. Nie moja parafia. Tym samym nie mogę pretendować do roli wyroczni czy drogowskazu. Mogę najwyżej podzielić się faktami, które znam i które ewentualnie mogą przydać się p. Zdzisławowi O. z Milton, kiedy za dwa tygodnie po raz pierwszy uda się do kanadyjskiej urny:
…..Obywatelstwo otrzymaliśmy w ubiegłym roku. Ja, żona i najstarszy syn będziemy głosowali w nadchodzących wyborach po raz pierwszy. Ale jesteśmy w tutejszej procedurze wyborczej zupełnie zagubieni. Jak to jest, że tak liczna Polonia nie posiada jakiegoś biura czy instytucji, która zajmowałaby się pouczaniem nowo upieczonych obywateli o tym, jak głosować, na kogo głosować, który ze startujących posłów jest dla nas, Polaków, przyjazny a który nie? Pytając o to nielicznych jeszcze przyjaciół i znajomych, spotykam się z kpinami typu: ”coś ty stary? Czy naprawdę w to wierzysz, że coś tym jednym swoim głosem zwojujesz?” - i natrząsają się ze mnie, że sobie w ogóle tym głowę zaprzątam. Ja się z tym nie zgadzam. Uważam, że gdyby wszyscy mieli takie nastawienie, to wybory byłyby w ogóle zbędne. To też nadal nie wiem, na kogo głosować. Kogo powinniśmy popierać? Jaką właściwie funkcję sprawuje Kongres Polaków w Kanadzie? A jaką Związek Polaków? I te wszystkie inne grupy? Czy nie mogą nam pomóc? Coś w prasie ogłosić? Dlaczego tutaj trzeba głosować dwa razy?
Do Kanady przybyliśmy z USA. Tam nie mogliśmy głosować, ale zaczęliśmy już coś pojmować o amerykańskiej procedurze wyborczej. Nie za wiele. Nie przykładaliśmy się zresztą, bo Kanada była naszym krajem docelowym. Teraz, kiedy szczęśliwie tutaj osiedliśmy, rozumiemy, że głównie dla naszych dzieci, asymilacja jest konieczna. Integrację zamierzamy zacząć właśnie od wyborów. Dlatego pilnie czytamy polonijną prasę, wypowiedzi dziennikarzy, polityków, ale, prawdę powiedziawszy, nadal niewiele wiemy. Ciągle nie jesteśmy pewni, na kogo oddać nasze głosy. Czy Pani może się wypowiedzieć, coś wyjaśnić? A na kogo Pani będzie głosowała, jeśli wolno zapytać?....
Uff! Tyle pytań na raz. Postaram się co nieco naświetlić, aczkolwiek doraźnie w niczym Panu pomóc nie mogę. Ale o tym za chwilę. Naprzód z tym głosowaniem w ogóle. Otóż tutaj głosuje się nie dwa a nawet trzy razy, proszę Pana. I rzeczywiście, jest pewna analogia do wyborów w USA. My w wyborach federalnych głosujemy na rząd całej Kanady, który wyłoni premiera (w USA – prezydenta). Kiedy głosujemy prowincjonalnie – obieramy rząd naszej prowincji i jej premiera (w USA – gubernatora stanu). W końcu (w obu krajach), w wyborach miejskich (municipal elections) - wybieramy ławników magistrackich miasta, w którym mieszkamy.
Większe miasta dzielą się na okręgi wyborcze (ridings). W wyborach federalnych i prowincjonalnych z każdego okręgu startują kandydaci reprezentujący liczne partie polityczne. Oddając swój głos, jest zupełnie nieistotne jak się nazywa, jak wygląda i skąd oryginalnie pochodzi obrany przez nas kandydat/a. Albowiem prawda jest taka, że nie głosujemy na niego sensu stricto, tylko na partię polityczną, którą reprezentuje. Oczywiście, jeśli jego partia wygra wybory, on zostanie naszym posłem. W zależności od rodzaju wyborów, będzie reprezentował swój okręg, czyli nas, federalnie jako MP (Member of Parliament) w Ottawie, lub prowincjonalnie jako MPP (Member of Provincial Parliament) w Toronto. Nadchodzące wybory są federalne. Państwo sami muszą się rozejrzeć i zadecydować, na którą partię zechcą głosować. Jeśli dobrze obliczyłam, Państwo przebywają w Kanadzie około 6-ciu lat. Nawet przy znikomej znajomości języka angielskiego, jakieś rozeznanie już mieć musicie. Czy przed egzaminem na obywatelstwo, nie uczyli Pana, jaka jest różnica pomiędzy wyborami federalnymi a prowincjonalnymi? Ale jak długo Pan będzie pamiętał, że w istocie głosuje na partię polityczną, na to brzydkie słowo na "P" – wszystko powinno być jasne.
Polityka jest to temat, którego żywiołowo nienawidzę, aczkolwiek piszę o niej (z musu) od czasu do czasu. Ze wszystkich profesji na literę "P", polityką brzydzę się najbardziej. W ciągu tylko jednego roku ujawniona ilość kantów, przekrętów i skandali finansowych partii rządzącej – upewnia mnie w przekonaniu, że moja odraza do niej jest w pełni uzasadniona. Myślę, że tylko ZMIANA rządowej ekipy może nas uratować!
Niejednokrotnie pisałam, że z profesji na ”P” już bardziej szanuję prostytucję, najstarszą profesję świata. Profesja ciężka, niewdzięczna, opluta. Aliści, jeśli klient nie chce, lub żona nie pozwala, nie musi z niej korzystać. Lecz z polityką nie ma tak dobrze. Z polityką my żyć musimy. Dawno wyprzedziliśmy prorocze słowa Orwella, jego sławetne: ”big brother is watching you” (wielki brat (rząd) cię obserwuje). Chociaż nie jesteśmy tego tak świadomi, jak w krajach totalitarnych, rząd nas nie tylko pilnuje, ale nami włada. Jesteśmy marionetkami na sznurku. W PRL ręka manewrująca sznurkami nosiła bokserską rękawicę; każdy ją widział i czuł. Tutaj ta ręka nosi elegancką, zamszową rękawiczkę, ale sznurkami pociąga identycznie. Tyle, że cichcem. I z uśmiechem.
Polityka decyduje, co będzie dostępne na rynku. Jakie składniki może zawierać nasza żywność. Gdzie mieszkamy, co oglądamy w TV, czym jeździmy i jak jeździmy. Które lekarstwa będą nam dostępne. Czego się uczymy. Ile zarabiamy i ile z tego zarobku zostanie nam w kieszeni. Co czytamy, co mówimy i co piszemy. Chyba tylko na ironię rzucili nam ”wolność słowa”. I tylko na jedną, krótką chwilkę, jak Kopciuszek przed północą, urywamy się ze sznurka marionetkarza.
Kiedy? Na parę tygodni przed wyborami! Tak jak teraz. Nagle mamy twarz. A wraz z nią nazwisko (żeby nie wiem jak trudne do wymówienia). I przez ten mikroskopijny okres czasu (dwa tygodnie zaledwie) ktoś się z nami liczy. Ale ani chwili dłużej. Na drugi dzień po wyborach - znowu będziemy bezimienni.
Ażeby pozyskać wyborcę ‑ podlą się nawet najwięksi. Przykład? Kiedy J.F. Kennedy płaszczył się przed tłuszczą przy berlińskim murze, wołając: ”Ich bin ein Berliner” (jestem berlińczykiem) ‑ ja się za niego skręcałam ze wstydu. Taki on berlińczyk, jak ja Chinka! Ale bzdurny okrzyk przeszedł do historii. Natomiast w zupełną niepamięć popadło stwierdzenie Nikity Kruszczewa, zawierające gorzką prawdę: ”Politycy są wszędzie tacy sami. Ażeby zdobyć wyborcę, obiecują mu zbudować most - nawet tam, gdzie nie ma rzeki".
Zaimponował mi Pan swoim rozumowaniem i dociekliwością. Podziwiam, że wywodząc się z nieboszczki PRL, gdzie wybory były jedną wielką farsą, Pan zrozumiał, że: "united we stand ‑ divided we fall" (razem ‑ stoimy, osobno ‑ leżymy). Że trzeba głosować! Istotnie Pana głos jest tylko jeden. Ale tysiące takich pojedynczych głosów – to potęga! Pana znajomi są abnegatami albo ignorantami. Lub jedno i drugie.
Albowiem prawda jest taka, że złych polityków utrzymują przy żłobie dobrzy ludzie, przez to, że nie głosują! Nie idąc do urn ‑ nie zmienią niczego! Głosować trzeba nogami. Tylko głosem oddanym na opozycję można zmienić niepożądany status quo. Później ci sami ludzie będą pyszczyć i złorzeczyć. Będą się skarżyć, użalać. Lecz kiedy mieli szansę dołożyć swoją cegiełkę do nowego gmachu, siedzieli na 4‑ch literach i kiwali palcem w bucie. Ciekawa jestem ilu rodaków zdaje sobie sprawę z tego, że nowa miotła zmiata lepiej? Przynajmniej przez jakiś czas, aż się ”nie zetrze”.
Czego możemy się spodziewać po obecnej ekipie w Ottawie – to już wiemy. Setek obietnic, projektów, kosztownych (idących w miliony) dochodzeń, ale żadnej akcji. I chyba tylko nieliczni wierzą jeszcze w krasnoludki, że dotrzymają jakiekolwiek przedwyborcze obietnice. Zresztą, po co by mieli? Przecież myślący obywatel już wie, że to tylko mowa - trawa. Taka już polityków uroda. Choć brzydcy, ktoś ich chyba jednak kochał. Bo wybierał.
Na pomoc polskich instytucji nie może Pan liczyć. Kanadyjskie wybory to nie jest ich działka. Nie znam oficjalnych pozycji poszczególnych instytucji. Wiem tylko, że się zbierają i wybierają. Lub przeciwnie. Bez potrzeby odwołują. Kongres w latach 1989‑1991 umożliwił dziesiątkom tysięcy Polaków pozostanie w Kanadzie. Ale żadna polska instytucja nie może prowadzić seminariów na temat jak należy głosować w wyborach kanadyjskich. Każdy głosuje - jak mu serce dyktuje. Jest to sprawa bardzo indywidualna. Osobista. Pytanie, kto dla Polaków byłby najlepszy ‑ też nie ma racji bytu. Wszak głosujemy na kanadyjski rząd! Owszem, mieliśmy kiedyś dwóch reprezentantów w rządzie; w życiu prywatnym wielce dla spraw polskich zasłużonych. Mieliśmy jednego senatora i jednego posła polskiego pochodzenia. Niestety, obaj panowie przeszli na dawno zasłużoną emeryturę.
Przypuszczam, że pomimo zmiany adresu, z Elections Canada przysłano już Państwu Wasze karty wyborcze. Jeśli nie ‑ też nie ma sprawy. Uzbrojeni w dowód nadania obywatelstwa oraz w prawo jazdy (prawo jazdy potwierdza miejsce zamieszkania), trzeba udać się do lokalu wyborczego swojego okręgu (adres można uzyskać dzwoniąc do magistratu (City Hall) lub znaleźć na Internecie. Należy zażądać spotkania z kierownikiem. Może będzie się nazywał the chief enumerator a może po prostu, the director. Ta osoba sprawdzi dokumenty, zaprzysięgnie Was i po krzyku.
Na Zachodzie, pytanie na kogo ktoś głosuje ‑ uważane jest za nietakt. Ujawnienie swoich preferencji politycznych nie zawsze leży w interesie pytanego. Równie dobrze można zapytać 30‑letnią kobietę czy jest dziewicą. Jeśli nie jest zakonnicą, to w dzisiejszych czasach musiałaby być szczególnie szpetna, względnie przedwcześnie cierpiąca na sklerozę, aby odpowiedziała twierdząco. I pewnie dlatego nie znajdzie Pan dzisiaj nikogo, kto by się teraz przyznał, że głosował na liberałów. A więc jak to się stało, że tak długo utrzymali się przy żłobie? Że paru naiwnych uwierzyło Chretienowi (i to DWA razy, sic!), że zniesie GST, to od biedy mogę zrozumieć. Ale uwierzyć Martinowi, że nie wiedział o milionowych machlojkach – tego nijak nie potrafię przełknąć. Jakim prawem żąda ode mnie abym uwierzyła, że jego partia, która przez 12 lat hojną rączką rozdawała swoim ”przyjaciołom”, przekupnym klikom i koteriom, Pana i moje ciężko zaharowane pieniążki – będzie potrafiła skończyć z tym głęboko zakorzenionym procederem?
Szczęśliwie opozycja skutecznie zdobywa sobie coraz więcej popleczników. Harper mówi głośno, co my myślimy po cichu. A im bardziej Martin błotem go obrzuca, im częściej wyjmuje jego słowa z kontekstu, tym bardziej osiąga przeciwny skutek.
Złotą zasadą nowego wyborcy jest pamiętać, że ŻADNEMU politykowi nie wolno bezgranicznie wierzyć! Polityka, jest to wielkie koryto, które się nie zmienia, tylko świnie się zmieniają. Wybory zaś ‑ jest to taka gra, w której owe spasione świnie ryjąc racicami, nie chcą dać się odpędzić od żłobu, a zadaniem ”grającego” jest nie tylko je przepędzić, ale jeszcze na ich miejsce wprowadzić naszą, na razie jeszcze wygłodzoną, trzódkę. W błogiej nadziei, że może tak szybko nie zapomni, kto ją tam wpuścił.
Rządy liberałów w Ottawie rozłożyły zasobne Ontario na obie łopatki. Ucierpiało lecznictwo, edukacja, transport. Tylko hasła kwitną! Z żarliwych obietnic, zawartych jeszcze w groteskowej ”czerwonej książeczce” pana Chretien’a, ŻADNA nie została dotrzymana. Przeciwnie. Wszystkie, bez wyjątku, złamane. Dlaczego teraz cokolwiek miałoby być inaczej? Hej, krasnoludki, a jesteście wy na świecie?
Skoro Pan już zapytał, na kogo będę głosować, poczuwam się w obowiązku Panu odpowiedzieć. Jak nadmieniłam powyżej, jest to sprawa bardzo osobista. Chociaż nie muszę się spowiadać, nie widzę wszelako powodu, dla którego miałabym ukrywać moje wieloletnie przekonania. Przez całe życie byłam, jestem i będę konserwatystką.
Pan i reszta Czytelników – zagłosuje jak serce i rozum podyktują. Ale głosować trzeba koniecznie. Albowiem, choć się z nami teraz nie liczą, jako grupa etniczna, ilościowo (w samym Ontario - ćwierć miliona), możemy być języczkiem u wagi. Jesteśmy w stanie spłatać politykom nieoczekiwanego figla! Think about it!